logo

Anna Tyczyńska (Poznań)
Zatrzymanie (instalacja)

Grecka Selene i rzymska Luna to kobieta. Czuwa nad snem dziecka, sprzyja alchemikom i wszystkim pogrążonym w fantazjach snu i szaleństwa. To również pośredniczka między niezmiennym Kosmosem i zmiennym życiem ziemskim, odliczająca oceanom i kobietom. Sama wędrując przez kwadry, wspomaga tułaczy i pielgrzymów.

Pamiętamy, jak gdyby znów swym biegiem to wszystko miało się powtórzyć dziś.
(R. M. Rilke)

Magiczny blask Selene nie jest właściwie świeceniem, a raczej dotykaniem. Energią tego dotyku Luna napełnia ciała ludzkie, zioła i nabrzmiewające powierzchnie wód. Zostawia ślad w postaci mocy dotykanych i odwiedzanych miejsc – mocy sekretnego znaczenia bezpośredniego kontaktu.

Obiekty Anny Tyczyńskiej – a właściwie moc ich znaczenia – rodzą się również z dotyku. Artystka poleruje, oblewa, owija, oswajając kształt i nadając wyraz. Lunarne duchy i czary tu pojawiają się w nieco alchemicznej formie. Poprzez podgrzewanie, wytrawianie, topienie artystka wydobywa nowe sensy, nowe kształty, nowe stany. Ostrożna jest jednak ta alchemia, bez bulgoczących retort i nadziei na złoto. Oszczędna forma prac Tyczyńskiej jest raczej nachyleniem się nad jakimś procesem, fragmentem czegoś, o czym nawet jeszcze nie wiemy.

Transformacja ta jest nasycona cierpliwością oczekiwania. Podobnie bowiem jak blask lunarny sprzyja tworzeniu się rosy, rośnięciu pereł i tworzeniu się szlachetnych kamieni, tak też nasycają się znaczeniem zwyczajne materie, które wykorzystuje artystka.

Luna malejąc nie ginie, lecz zawoalowuje się; skrywa się w cieniu. Jest jakby przejściem – umieraniem lub wejściem w dziedzinę podświadomości. To co niegdyś jawne, ma teraz sens wspomnienia, zakrycie zaś jawi się niczym marzenie senne – w sobie wyłącznie właściwy sposób. Sen śniony samotnie staje się odkryciem własnego spotkania z tajemnicą – momentem dotknięcia Natury.

Ukrycie interesuje Tyczyńską bardziej niż ujawnienie tajemnicy. To jakby przyznanie, że wielka tajemnica dla nas nie istnieje, jest tylko proces woalowania i odsłaniania jako rytmu istoczenia się Natury. Zakrycie zaś ma przede wszystkim sens przechowywania.

Koniunkcja Luny i Heliosa – tak przecież różnych od siebie – nie uwidacznia (oświetla) ich cech, jak to czyni opozycja, lecz powoduje mroczny zamęt. Luna pogrąża się w ciemnościach nocy i nastaje archaiczny czas niebezpieczeństwa, zniknięcia, śmierci i niespełnienia. To okres powstrzymywania się od podejmowania decyzji i czynienia planów. Pozostaje wyłącznie przeczucie o istnieniu Luny jako o dalekiej krainie, "gdzie przechowywane jest wszystko, co zmarnowano na Ziemi: stracony czas, roztrwonione bogactwa, niedotrzymane przyrzeczenia, niewysłuchane modlitwy, daremne łzy, bezowocne próby, nie spełnione marzenia, płonne nadzieje, próżne chęci" (W. Kopaliński). Luna – jest wówczas właściwie tęsknotą rozproszoną pod gwiaździstym niebem.

Proces postępuje, cykl dopełnia się – trzeciego dnia Luna powraca - odradza się; gotowa do gry z płynami ziemi i ciała. Przyciąga oceaniczne tonie i burzy krew żylną; wpływa na cykl kobiecy i "humory" ciała. Miara czasu wypełnia się, a przypływ fluidów ustala nową granicę między wnętrzem a zewnętrzem, między wodą i lądem, między tym, co indywidualne i kosmiczne w swoim wymiarze. Ciecze katalizują naturalne procesy, przemaczają, przeciekają, wsiąkają w głąb. To właśnie one kapią z ludzkiej świadomości i woli, torując drogę ciału wpisanemu w porządek kosmicznego cyklu. Są jego koniecznością. Dłonie i stopy nabrzmiewają – budzi się kobiecy obłęd, któremu Luna nadaje sens.

Ponownie zaczyna się odliczanie...

Monika Bakke, Paryż 1997