logo

Anna Petrie (Łódź)
Tancerze Chinyahwe (videoinstalacja)

pokaz w ramach Kolorowej Tolerancji II, Forum Fabricum

Film i video instalacja Anny Petrie

Historia Chinyahwe a dokumentacja

Tancerze Chinyahwe to grupa mężczyzn, którzy w poszukiwaniu pracy wyemigrowali z Malawi i osiedlili się w centrum Zimbabwe, w pobliżu stolicy tego kraju Harare. Pracują na farmach zbierając bawełnę, kukurydzę i tytoń, wynajmowani są także przez tubylców, aby tańczyć na ceremoniach urodzin, ślubach i pogrzebach. Chinyahwe tańczą zwykle przez całą noc, czasami nawet przez kilka dni.
Reprezentują oni duchowe aspekty życia i dlatego cieszą się dużym poważaniem plemienia Mashona, jednego z dwóch głównych plemion Zimbabwe. Zanim tancerze Chinyahwe rozpoczną swój rytuał, przebierają się po kryjomu tak, aby ich prawdziwa tożsamość pozostała nieznana i aby obdarzyć siłą ducha osoby, które będą reprezentować.
Dwoje spośród tancerzy nosi maski spalonych słońcem twarzy z orlimi nosami, inny maskę z ptasich piór, a ostatni z nich przerażającą, trupiobladą maskę z szeroko otwartymi oczami i długimi włosami. Tancerze w maskach stanowią odwzorowanie białych mieszkańców Zimbabwe. Tańce, które filmowałam to taniec płodności, w trakcie, którego „ciężarny” tancerz zarzucał pozostałym białym tancerzom (również mojemu bratu i mnie), że któryś z nich jest ojcem „jej” dziecka, taniec wojny/chaosu, gdzie tancerz ubrany w pióra wiruje, wzbijając tumany kurzu oraz taniec strachu, w którym najwyższy i najbardziej przerażający z tancerzy odgrywa młodą i naiwną białą dziewczynę, prowokując mnie, goniąc wiejskie dzieci i kalekiego chłopca.

Kalekie dziecko, strach i rasizm

Podczas kręcenia filmu pojawiało się coraz więcej nowych elementów, dlatego nie poświęciłam wystarczającej uwagi kalekiemu chłopcu i roli, jaką spełniał w przedstawieniu. Dopiero później stał się on dla mnie postacią kluczową dla zrozumienia całego wydarzenia, dlatego postanowiłam opisać pełnioną przez niego funkcję. Oto kilka z moich wniosków.
Osiem lat temu, kiedy kręciłam film, identyfikowałam się z tym kaleką, jakbym w jakiś sposób czuła się ubezwłasnowolniona, tak jak zakładałam, on musiał się czuć. Kilka lat temu dowiedziałam się, że w tradycji Afryki, kalekie dziecko postrzegane jest jako obdarzone specjalną mocą i później, po rekonstrukcji zachowań uczestników, moje rozumienie problemu stało się bardziej przejrzyste.
Posuwając się dalej pozwolę sobie wyjaśnić, iż według terminologii nietolerancji możliwym jest być jednocześnie rasistą i ofiarą rasizmu. Aby zilustrować ten problem lepiej, opiszę bardziej szczegółowo ostatni taniec, "taniec strachu". W nim, bowiem doszło do tego, iż musiałam zderzyć się z moim rasizmem, którego byłam uczona w ciągu 16 lat mojego życia w Afryce. Wcześniej wprawdzie klęczałam koło "naiwnej białej dziewczyny", pełna respektu, podziwiając „jej” siłę i „jej” urodę, lecz obawiałam się jakiegokolwiek z „nią” kontaktu. Poprzez tę wymianę, lub raczej jej brak, uświadomiłam sobie coś dla mnie niezwykle istotnego: dzięki naszej wspólnej historii tancerz stworzył sytuację groteskową, ale i w pewnym sensie zatrważającą, której nie mogłam uniknąć. Bałam się tego murzyna, ale spoglądałam przecież w moją własną białą twarz. Byłam rasistką i ofiarą rasizmu zarazem. Potrzeba było zarówno wspaniałej wielkoduszności owego tancerza, instynktownej mądrości, jak i gotowości kalekiego dziecka do uczestnictwa w grze, aby uświadomić mi, jak może objawiać się strach przed rasizmem.
Uciekając od mojego rasistowskiego lęku przed "odmiennym", przerzuciłam go z kolei na kalekiego chłopca. W ostatnim tańcu tancerz ciągle pojawiał się przede mną, zapraszając do podejścia do "niej". Bałam się, tak wiec "ona" przeniosła swój strach na dzieci i chłopca, skacząc w jego kierunku i próbując go złapać. Powtarzało się to kilka razy, gdyż „ona” wracała, pokazując mi w końcu, że tak, jak żadna energia, strach nie umiera, lecz jedynie zmienia swoją formę, drzemie lub przemieszcza się, emanuje, ale także niszczy wiedzę i doświadczenia. Wiedzę i doświadczenie, które mogłabym zdobyć, gdybym nie odczuwała wtedy rasizmu.
Wydaje mi się, że przedstawienie to pozbawione masek nie wywołałoby takiego samego efektu. To było fascynujące zjawisko, prawdziwa manifestacja białej rasy (nie tylko białej twarzy), pięknie odegrane; tworząc i wzbudzając strach, oszołomiło nas. Tancerz uświadomił nam, że biały kolor i spojrzenie białej twarzy mogą naprawdę być przerażające oraz że spuścizna rasizmu może trwać jedynie tak długo, jak długo my sami boimy się, bądź unikamy konfrontacji z własnym lękiem. Wydaje mi się, że potrzeba zarówno chęci zrozumienia, jak i odwagi przezwyciężania lęków na tle rasowym, aby doświadczenie okazało się pozytywne. Potrzeba także pewnego rodzaju odwagi, aby inteligentnie i wrażliwie przekazywać lęk pochodzący od osób pozbawionych tolerancji z powrotem do nich tak, aby również mogli nas zrozumieć. Chcę jeszcze dodać, iż kaleki chłopiec był nie tylko ofiarą, lecz także aktywnym uczestnikiem wydarzenia. Przyglądając się bliżej instalacji na dwóch monitorach widzimy, że chłopiec także tańczy niosąc kawałki tkanin podkreślające ruchy Tancerzy Chinyahwe.

Forum Fabricum, Łódź, 21.03.2001

 




foto © Anna Petrie