logo

Agnes Janich
Ściereczki i szmatki

instalacja na fasadach bałuckich budynków

Otwarcie: 25.06.2010 (piątek) o godzinie 19.00 przy północnej ścianie dawnej Willi Aleksandra Damskiego, ul. Drewnowska 77 (naprzeciwko parkingu Manufaktury)
Wystawa potrwa do 2 lipca 2010

Agnes Janich, artystka urodzona w Łodzi otworzy 25.06.2010 na terenie łódzkich bałut projekt „Ściereczki i szmatki”. Każda z trzech fasad wybranych przez nią budynków zostanie ozdobiona zmultiplikowanymi przedmiotami – nausznikami, dziecięcymi śpiochami czy sukienkami dla lalek. Zawisną one na elewacjach, w autentycznych miejscach pracy dzieci łódzkiego getta.

Lokalizacje projektu:

1. ul. Drewnowska 77
Willa Aleksandra Damskiego, później braci Kaszub, dziś grota solna
Obecnie nieruchomość stanowi własność Przedsiębiorstwa Produkcyjno–Handlowego BEE COLLECTION

2. ul. Łagiewnicka 34/36
Dawny Szpital Kasy Chorych Miasta Łodzi (Heleny Wolf)
W czasie wojny mieścił główny szpital getta.
Obecny właściciel i inwestor – Firma „Fors Poland”

3. ul. Franciszkańska 14
Do października 1941r. (w dawnym budynku pod adresem Franciszkańska 13) mieściła się szkoła, a następnie siedziba przesiedleńców z Pragi (kolektyw Praga II). Od połowy maja 1942r. resort bieliźniarski i odzieżowy.
Obecny budynek mieszkalny powstał w latach 50-tych i jest administrowany przez Łódź–Bałuty „CENTRUM” oraz Wspólnotę Mieszkaniową.

 


Autorski projekt Galerii Wschodniej oraz Stowarzyszenia Sztuka i Dokumentacja w Łodzi realizowany w ramach programu Spotkania z wielokulturowością – Oblicza Łodzi.

Wyobraźmy sobie, ze idziemy ulicą Bałut - może Łagiewnicką, może Zgierską – 7 dekad temu. Moda zdażyła zmienić się parę razy od czasu naszych babć – kobiety noszą spiczaste półbuty na niskich, grubych obcasach. Mężczyzna w pumpach i wysokich kozakach pomaga damie swego serca wsiąść do tramwaju. Nad ich głowami kładka. Kładką tą przechodzą Żydzi. Bo mężczyzna jest Polakiem i chociaż wie, że wokół wszystko jest nie tak – został umieszczony na dole. Pod kładką. Po stronie względnych szans na życie.
Lekarz i prawnik na kładce to inny świat. Obaj mają głodne córki. Obaj pracują w manufakturach, bo leczyć z niedożywienia można by wszystkich, leczy się więc tylko najbardziej potrzebujących – a klócić się nikomu nie ma siły. Za to niemiecka Rzesza potrzebuje owoców ich sprawnych rąk.
Pracują też ich głodne córki. Mela, ośmioletnia, szyje staniki dla niemieckiej firmy „Triumph”. Dziesięcioletnia Helenka szlifuje podeszwy butów.
Jedzą trzy razy dziennie, dzieląc przedwojenną dzienną porcją na dwunastogodzinny dzień pracy. Mają jednak dużo wigoru i dużo nadziei – rodzice przecież nie kazali się martwić. To wszystko minie najdalej za rok.
Za rok o Meli nie ma kto pamiętać – zniknęła razem z mamąi babciami w oświecimskim kreamtorium. Tacie udalo sie w kilka dni pózniej popelnić samobójstwo. Helenka umrze dopiero za kilka miesięcy, w pochodzie śmierci. Dzis pomaga mamie przeżyć Ravensbrueck. Pomaga mamie przeżyć. Jedenastolatka.
„Ściereczki i szmatki” to instalacja na fasadach kilku budynków na Bałutach. Każda z nich zostanie ozdobiona zmultiplikowanymi przedmiotami – nausznikami, dziecięcymi śpiochami, sukienkami dla lalek. Kilkaset przedmiotów danego rodzaju zawiśnie na elewacjach domów i fabryk w których małe dzieci wytwarzały je kiedyś w nieludzkich warunkach.
Łódzkie getto trwało najdlużej. Trwało też w najbardziej zastraszającym stanie – w Łodzi, jak nigdzie indziej, Żydzi często nie doczekiwali nawet transportu do obozu. Umierali z głodu i wycieńczenia. Umierały też dzieci.
Nie chcę rozliczać się z historią, szukać winnych ani kanonizować ofiar. Chcę – zwyczajnie i po prostu – przywrócić pamięć czasu, z którym mieszkańcy Bałut radzili sobie godnie i po ludzku.
Pochodzę z części Łodzi kilka domów od Bałut. Tutaj w wieku 6 lat ciągnęłam mamę do kiosku po pisemko „Skrawki i szmatki". Niezręcznymi paluszkami fastrygowałam małe sukienki. Powstawały repliki ubrań mojej Mamy – stroje przypominające rzeczywiste, chociaż mocno „na bakier”.
Tak jak „na bakier” był świat siedmio– i dwunastolatków za czasów naszych babć. I jak „na bakier” jest pozwolić im, pozbawionym grobu i potomków, odejść w zapomnienie.

Agnes Janich