logo

Justyna Chrobot / Pudding Parlor

27.05.2017 – 11.06.2017

Pomiędzy pokojami znajduje się salon. Jest bardzo osobliwy.
Być może to salon sztuki, pokój dzienny, a może showroom.
Na pewno nie jest przechodni. Nie można przejść obok niego obojętnie. Wielki arras delikatnie faluje na jednej ze ścian, poruszany przez wiatr, który po długiej zimie dostał się w końcu do środka, pomagając pozbyć się kociego zapachu galerii Wschodniej. Ktoś powiedział, że to kałamarz, że to wręcz pewne,
bo na przeciwko znajduje się zanurzony w nim pędzel. Ale to nie on wyznaczył dukt kreski rysunków "coś" przypominających.
Nic nie jest tu pewne. Chyba, że tekst. Tekst, który celowo pozostawił jakiś zazdrośnik.

"Narysowałaś mnie jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn"

To chyba wiadomość dla autorki prac. Justynie Chrobot bardzo się to podoba. Lubi podobnie, lubi niejednoznaczność i rytm. Jej fotografia nie określa, choć wskazuje. Jest płynna, zupełnie jak narracja, tworząca się w przestrzeni według gustu.
Wielu wstydzi się rozmów w jej salonie, bo o gustach się podobno nie dyskutuje. Justyna jest innego zdania. Jest cięta na te "realia", wręcz lakoniczna. Ma w sobie ten niemiecki sznyt. Lubi po niemiecku, choć to wolna amerykanka.
"Yes", powiedziałby Warhol. Rytmiczna repetycja, cytaty, spazma i miłosna plama na grubym szkle. Abstrakcja. Konkretna i złudna. Ackermann i Schiele jeszcze tu nie byli.

- Łukasz Filak