Wieczorna interwencja służb ratowniczych przy ulicy Szymonowica w Zamościu zakończyła się szczęśliwie, choć mieszkańcy bloku przez kilka godzin żyli w napięciu. Pożar, który wybuchł na parterze, spowodował silne zadymienie i konieczność pilnej ewakuacji. Dzięki sprawnemu działaniu policjantów oraz strażaków nikt nie ucierpiał, choć przyczyna zdarzenia okazała się być banalna – a mogła mieć tragiczne konsekwencje.
Pożar w bloku: szybkie działania na miejscu
Tuż po godzinie 17 jeden z lokatorów bloku przy Szymonowica wrócił do domu i zastał dym wydobywający się z mieszkania na parterze. W krótkim czasie do bloku dotarły służby mundurowe. Policjanci z Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego natychmiast przystąpili do rozeznania sytuacji, spotykając na zewnątrz część lokatorów, którzy ewakuowali się samodzielnie. Największym problemem była niepewność, czy ktoś został w środku – gęsty dym ograniczał widoczność, a na klatce schodowej narastała panika.
Policjanci ratują mieszkańców w zadymionym budynku
Starszy sierżant Aleksandra Czop, oceniając sytuację, próbowała przedostać się do środka płonącego lokalu. Jednak już w przedpokoju zmuszona była wycofać się z powodu bardzo silnego zadymienia. W tym czasie sierżant Adam Lubaś sprawdzał wyższe kondygnacje. Odnalazł tam starszą kobietę, która nie była w stanie sama opuścić mieszkania. Policjant wyprowadził ją na zewnątrz, ryzykując własnym zdrowiem – intensywne wdychanie dymu sprawiło, że sam wymagał pomocy medycznej. Trafił do szpitala z podejrzeniem zatrucia tlenkiem węgla, lecz po obserwacji mógł wrócić do domu. 77-letnia lokatorka nie potrzebowała hospitalizacji.
Jak doszło do pożaru? Przyczyna prozaiczna – skutki poważne
Gdy sytuacja została opanowana, a ogień ugaszony, rozpoczęło się ustalanie źródła zagrożenia. Okazało się, że wszystko zaczęło się od niefrasobliwości jednego z mieszkańców – 69-latek, wychodząc z domu, pozostawił na kuchence elektrycznej gotującą się potrawę. Po powrocie domownika zarówno mieszkanie, jak i fragment klatki schodowej były już zadymione, a sąsiedzi oczekiwali pomocy na zewnątrz. Policja potwierdziła, że mężczyzna był trzeźwy, a przyczyną zagrożenia była nieuwaga. Sytuacja ta przypomina, jak łatwo o niebezpieczeństwo, gdy pozostawia się urządzenia kuchenne bez nadzoru.
Ewakuacja i powrót mieszkańców do mieszkań
Akcja ratunkowa zakończyła się sukcesem – nikt nie odniósł poważnych obrażeń. Łącznie ewakuowano sześć osób, w tym starszą panią, której pomógł sierżant Lubaś. Po zakończeniu działań strażacy rozpoczęli oddymianie klatki schodowej i pomieszczeń. Wkrótce mieszkańcy mogli powrócić do swoich lokali, z wyjątkiem właściciela najbardziej uszkodzonego mieszkania, który musiał poszukać tymczasowego schronienia. Obecnie prowadzone są czynności wyjaśniające wszystkie okoliczności zdarzenia, a mieszkańcy apelują o ostrożność i wzajemną czujność w codziennych sytuacjach.
Wnioski dla mieszkańców: bezpieczeństwo przede wszystkim
Opisywana sytuacja po raz kolejny pokazuje, jak istotne jest zachowanie podstawowych zasad bezpieczeństwa w domu. Pozostawienie gotującego się jedzenia bez opieki może prowadzić nie tylko do strat materialnych, ale przede wszystkim stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia. Szybka interwencja służb oraz wzajemna pomoc sąsiadów zapobiegły tragedii – warto jednak pamiętać, że nie zawsze kończy się to tak szczęśliwie. W takich sytuacjach kluczowe jest zachowanie spokoju, sprawna ewakuacja i natychmiastowe wezwanie służb ratunkowych.
Źródło: Policja Lubelska
